Witam czytelników :)
W tym krótkim poście pragnę was powiadomić, iż nie będę mógł wstawiać historii HP co 2 dni. Będę to robić tylko w weekendy, czyli posty się ukażą w sobotę i niedziele. Spowodowane jest to weną twórczą, której niestety brak, ale i brakiem czasu. Mam nadzieje, że się zbytnio nie zawiedliście :)
środa, 23 października 2013
sobota, 19 października 2013
Dźwięczny flet
Trójka przyjaciół zamierzała dowiedzieć się w jaki sposób i
kto lub co zaatakowało ucznia z domu Ravenclaw. Nazajutrz Harry z Ronem zbiegli
na dół zamku. Tam czekała na nich Hermiona.
-Ruszajmy. – Powiedziała Hermiona po czym udali się w stronę
zakazanego lasu.
Szli śladami kopyt, gdy nagle Herrego uderzyło coś w głowę.
Rozejrzał się. Nic nie zauważył. Tylko te mroczne, wysokie drzewa.
-H...Hej może chodźmy już? Tu nic nie ma.- Stwierdził
wystraszony Ron.
Jednak nikt nie zwrócił na niego uwagi i szli dalej.
Hermiona tylko zarzuciła oczami. Staneli. Zobaczyli, że ślady się urywają.
-Przecież to nie ma sensu. Myślałem, że to centaur, ale jak
to możliwe, by nagle jego ślady zniknęły.-Gdy Harry to powiedział Hermiona z
pośpiechem zaczęła grzebać w swojej torebce.
-Gdyby to był centaur, te ślady nie miałyby sensu.
Spójrzcie.- Wyciągnęła dziwnie wyglądający flet.
-Po co ci ten flet?- Spytał Ron.
-To nie jest taki zwykły flet, Ron. Nie jestem pewna jakie
zwierzęta on przyzywa, ale Hagrid mówił, że przyda się w razie niebezpieczeństwa
lub gdy się zgubimy.- Wyjaśniła wszystko Hermiona po czym zaczęła grać na
flecie. Dźwięk był czysty i niezwykle piękny. Cała trójka zatraciła się w jego
brzmieniu, jakby zapomnieli, że są w najbardziej przerażającym miejscu
Hogwartu. Nagle dźwięk ucichł. Spojrzeli w górę, a tam zaczęły spadać białe
pióra. Niespodziewanie z nieba zaczął szybować na nich jakiś dziwny, lecz
piękny i ogromny ptak. Hermiona krzyknęła gdy przeleciał nad jej głową.
Wylądował. Wszyscy patrzyli na pięknego, białego konia ze skrzydłami. Tą ciszę
przerwała Hermiona:
-To przecież pegaz.- Oznajmiła. I miała rację. To był biały
i rzadko spotykany pegaz.
-Jak to. To one istnieją?- Zapytał się Harry.
-Tak. To znaczy sama myślałam, że to legendy, ale
najwidoczniej to prawda.- Odpowiedziałą Hermiona.
-Teraz to ma sens. Te urwane ślady. To był pegaz, ale
dlaczego zaatakował jednego z uczniów?- Odrzekł Harry. Po chwili namysłu
Hermiona mu odpowiedziała:
-On go nie zaatakował. On przegonił tą bestie, czy cokolwiek
to było.
Nikt nie wiedział co robić. Wcześniej byli na tropie, ale
teraz wszystko zaczęło się komplikować z ich stwierdzeniami. Podeszli do konia. Gdy nagle przed nimi
przeleciał niebieski promień. Z lasu wyłoniła się postać w kapturze. Różdżkę
miała skierowaną w stronę trójki przyjaciół. Postać odetchnęła z ulgą gdy
zobaczyła, że to uczniowie. Zdjęła kaptur. Okazało się, że jest to ich nowa
nauczycielka obrony przed czarną magią.
-Co wy tu robicie?!- Krzyknęła nauczycielka.
-My? Próbuje rozgryźć kto zaatakował ucznia…, ale zaraz. Co
pani tutaj robi?- Odrzekła Hermiona.
-Ja? No, wiecie zbieram informacje na temat tych
przerażających stworzeń krążących po lesie. Na zajęcia oczywiście.- Powiedziała
nieco nieśmiało profesor Fancydeur. –Usłyszałam dźwięk fletu, wiec szybko
przybiegłam w tą stronę. Dziewczyno nie wiesz jakie zgrozy mógł przywołać tutaj
ten flet.
-Ale to na pewno nie mogło być nic groźnego. Dostałam go od
Hagrida.- Zdecydowanie odrzekła Hermiona. Nauczycielka tylko pokręciła głową i
wyrwała instrument z rąk uczennicy.
środa, 16 października 2013
Dzikie zwierzę
W Wielkiej Sali jak zwykle tłumy
pogubionych pierwszorocznych. Tuż po przydzieleniu ich do domów, Profesor
Dumbledore głośno przedstawił nowych nauczycieli. Było ich dwóch: Profesor Cler
Fancydeur* i Profesor Rodolphus Flict*. Cler była nauczycielką obrony przed
czarną magią. Miała dłuższe miodowe włosy, tak samo piękne oczy i przerażający
lecz uwodzący uśmiech. Miała nienaganną sylwetkę co podkreślała
ciemno-turkusową marynarką pod którą nosiła przylegającą do ciała czarną, jak
oczy śmierci, sukienkę. Drugi nauczyciel, Rodolphus, był raczej wesołym
człowiekiem. Uczył umiejętności czytania w ludzkich umysłach. Był to nowy
przedmiot więc miała go jak na razie tylko ostatnia klasa. Rodolphus miał
prosty wyraz twarzy ze zmarszczkami po częstymi wybuchami śmiechu. Wyglądał na
sześćdziesiąt lat. Jego szaty były skromne, bez zbędnych ozdobników. Po
wszystkich ogłoszeniach, wszyscy zasiedli do uczty. W tym czasie Harry z
przyjaciółmi zaczął główkować nad sprawą centaurów. O całej sprawie przypomniał
im Ron:
-No. To jak robimy? Jutro dużo zajęć, nie wiem czy się
wyrobimy z odwiedzinami u Hagrida.
-Ah, no przecież. Zupełnie mi to wypadło z głowy. Może
zróbmy tak. Po zajęciach spotkamy się od razu u Hagrida. Już z nim rozmawiałem
przed wejściem do szkoły. Oczywiście pomyślał, że znów coś kombinujemy. –
objaśnił Harry.
-Hehehe. Mam nadzieje, że da nam cenne informacje. Przy
okazji, jeszcze dzisiaj postaram się pójść do biblioteki, poszukać czegoś na
temat tej tajemniczej rzeczy, której strzegą centaury. – odparła Hermiona.
Następnego poranka Harry zaspał na zajęcia. Na szczęście
ucierpiał tylko jego płaszcz, który ciągną za sobą po ziemi, bo spiesząc się,
nie był w stanie trafić rękami w rękawy.
Po wszystkich lekcjach udał się na zaplanowane spotkanie u Hagrida. Czekał już
tam na niego Ron.
-O, jesteś Harry. A gdzie Hermiona? – Spytał z ciekawości
Ron.
-Nie wiem, nie była ze mną. – Odrzekł nieco jeszcze
zadyszany Harry.
Hagrid zapytał się o co chodzi i dlaczego zawracają im
głowę, lecz odpowiedzieli, że bez Hermiony wolą nie zaczynać rozmowy. Nagle
ktoś mocno i szybko zaczął pukać w drzwi do chaty.
-No już, już otwieram. – Podbiegł szybko Hagrid do drzwi i pewnie
je otworzył na rozcież.
-Chłopaki! Chodźcie! Szybko! Był atak na ucznia! W zamku!
Chodźcie szybko! – krzyknęła Hermiona gdy tylko zobaczyła Rona i Harrego
siedzących u gajowego. Grupa na jednej nodze ruszyła w stronę zamku. Jak już
znaleźli się obok miejsca zdarzenia, zamarli. Krukon leżał na ziemi.
Prawdopodobnie martwy. Na miejscu była już Profesor McGonagall, pani Pomfrey i
zaciekawieni przechodnie.
-Wszyscy odsunąć się! – głośno powiedziała McGonagall.
-Ale pani Profesor. Co się stało? – zapytała się Hermiona.
-Uczeń zaatakowany przez dzikie zwierze jak twierdzi pani
Pomfrey. –powiedziała ze smutkiem w głosie.
Harry zauważył ślady kopyt prowadzące do zakazanego lasu.
-Hej. Spójrzcie. –powiedział szeptem, tak, żeby tylko
przyjaciele go usłyszeli –Wiecie co to może oznaczać.
Ron z Hermioną z zamysłem i przerażeniem na twarzy przytaknęli.
poniedziałek, 14 października 2013
Pierwsze spotkanie
Nowy rok szkolny w Hogwarcie. Pociąg w drodze, a w nim Harry, Ron i Hermiona. Wszyscy bardzo zamyśleni. W końcu Ron się odezwał i z ciekawością zapytał Harrego:
"Co się stało? To znaczy. No wiesz. W te wakacje, kiedy przyleciałem po ciebie."
Harry dosyć skrępowany pytaniem, odpowiedział:
"Kilka dni wcześniej, przed twoją wizytą, otrzymałem list od Syriusza. Pisał, że chce się spotkać. Napisał dokładny adres i godzinę. Wydawało mi się to podejrzane, bo znając Syriusza zapewne wyjawiłby mi o co chodzi jakimś ukrytym znakiem, w liście czy może prezencie, który był dołączony."
Hermiona z ciekawości spytała:
"Jaki prezent?" Harry dosyć rozkojarzony odrzekł: "Nie wspominałem? Dostałem go wraz z listem. To wyglądało jak przypominajka, którą kiedyś dostał Nevill, ale była na złotym wisiorku i wydawała się mniejsza."
Hermiona nieco poddenerwowana wstała:
"Wyglądała? Była? Wydawała się? To znaczy, że ją zgubiłeś?! To mogło być coś cennego, Harry!"
Harry nieco podniósł głos:
"Tak wiem Hermiono, ale pozwól mi skończyć. No więc tak..."
Harry opowiedział dwójce przyjaciół o dziwnym liście od Syriusza. Udał się w miejsce spotkania. Spodziewając się czegoś złego, wziął na wszelki wypadek Felix Felicis, płynne szczęście. Na miejscu nie było nikogo. Dookoła niego były drzewa, średniej wysokości, lecz ich korony były bardzo bujne. Była godzina pierwsza w nocy. Harry czekał już godzinę na Syriusza. Nikt nie przychodził. Nagle usłyszał jakby coś biegło w jego stronę. Drzewa zaczęły się poruszać i ustawiły się tak, by otoczyć Harrego. Nie wiedział skąd dobiega dźwięk biegnącej postaci, lecz wiedział, że się szybko zbliża. Ku jego zdziwieniu, był to tupot kopyt. Pomyślał, że to koń, lub jakiś jeździec. Wyjął szybko płynne szczęście i ze strachem na całym ciele obracał się kierując różdżką we wszystkie strony. Nagle postać wyłoniła się z lasu i przeskoczyła nad Harrym. Był to centaur. Dmuchną dużymi nozdrzami Harremu w twarz. Ten upadł.
"Kim jesteś? Co tutaj robisz? Nie powinieneś być w Hogwarcie?" Mówił szybko Harry.
"Jestem centaurem czystej krwi o imieniu Risko van Derull. Ty jesteś Harry Potter" Odpowiedział centaur zbliżając twarz do twarzy chłopaka leżącego wciąż na ziemi. Centaur powiedział, że Syriusz czeka na niego w "Stadzie". Tak nazywała się osada zamieszkana przez centaury. Harry wsiadł na Risko i razem ruszyli szybko do Syriusza. Na miejscu wszystko się wyjaśniło. Dookoła wszędzie były centaury. Nie zdolne do walki czy chociażby biegania, wygłodniałe, słabe i pokaleczone.
"Syriusz! Co im się stało?!" Szybko schodząc z Risko podbiegł Harry do Syriusza.
"Właśnie dlatego cię tu przysłałem." Odpowiedział ze spokojem Syriusz.
W trakcie opowiadania Ron zbliżył się bardzo do Harrego.
"Ej, odsuń się trochę." Powiedział nieco skrępowany Harry.
"O, przepraszam. To tak no wiesz. Z ciekawości co było dalej." Odrzekł Ron po czym się lekko odchylił.
"No więc tak. Syriusz w tedy opowiedział mi co się stało na Wzgórzu Centaura." Próbował opowiadać dalej Harry, lecz Hermiona wtrąciła mu się w słowa:
"Wzgórze Centaura? Czytałam coś o tym. To miejsce od wieków jest zamieszkiwane i pilnie strzeżone przez centaury. Nikt nie wie czego strzegą ani po co."
"To miejsce było zamieszkiwane przez centaury. Syriusz powiedział mi, że je stamtąd przepędzono siłą, ale nikt nie wspominał o żadnej istotnej dla nich rzeczy."
"Hmmm to dziwne. Ale zaraz. No jasne! Przecież centaury są z charakteru bardzo honorowymi stworzeniami. Każdy centaur musi złożyć przysięgę milczenia gdy udaje się na Wzgórze Centaura." Przypomniała sobie Hermiona.
Pociąg stanął na stacji w Hogwarcie. Nad zamkiem świeciło duże słońce, które promieniami przebijało okna Wielkiej Sali.
"Resztę omówimy w dormitorium." Powiedział Harry.
"Musimy się również udać do Hagrida. Jako gajowy powinien dużo wiedzieć o centaurach." Odrzekła Hermiona.
"No tak. Dobry pomysł." Podsumował Ron i wszyscy udali się w stronę szkoły.
"Co się stało? To znaczy. No wiesz. W te wakacje, kiedy przyleciałem po ciebie."
Harry dosyć skrępowany pytaniem, odpowiedział:
"Kilka dni wcześniej, przed twoją wizytą, otrzymałem list od Syriusza. Pisał, że chce się spotkać. Napisał dokładny adres i godzinę. Wydawało mi się to podejrzane, bo znając Syriusza zapewne wyjawiłby mi o co chodzi jakimś ukrytym znakiem, w liście czy może prezencie, który był dołączony."
Hermiona z ciekawości spytała:
"Jaki prezent?" Harry dosyć rozkojarzony odrzekł: "Nie wspominałem? Dostałem go wraz z listem. To wyglądało jak przypominajka, którą kiedyś dostał Nevill, ale była na złotym wisiorku i wydawała się mniejsza."
Hermiona nieco poddenerwowana wstała:
"Wyglądała? Była? Wydawała się? To znaczy, że ją zgubiłeś?! To mogło być coś cennego, Harry!"
Harry nieco podniósł głos:
"Tak wiem Hermiono, ale pozwól mi skończyć. No więc tak..."
Harry opowiedział dwójce przyjaciół o dziwnym liście od Syriusza. Udał się w miejsce spotkania. Spodziewając się czegoś złego, wziął na wszelki wypadek Felix Felicis, płynne szczęście. Na miejscu nie było nikogo. Dookoła niego były drzewa, średniej wysokości, lecz ich korony były bardzo bujne. Była godzina pierwsza w nocy. Harry czekał już godzinę na Syriusza. Nikt nie przychodził. Nagle usłyszał jakby coś biegło w jego stronę. Drzewa zaczęły się poruszać i ustawiły się tak, by otoczyć Harrego. Nie wiedział skąd dobiega dźwięk biegnącej postaci, lecz wiedział, że się szybko zbliża. Ku jego zdziwieniu, był to tupot kopyt. Pomyślał, że to koń, lub jakiś jeździec. Wyjął szybko płynne szczęście i ze strachem na całym ciele obracał się kierując różdżką we wszystkie strony. Nagle postać wyłoniła się z lasu i przeskoczyła nad Harrym. Był to centaur. Dmuchną dużymi nozdrzami Harremu w twarz. Ten upadł.
"Kim jesteś? Co tutaj robisz? Nie powinieneś być w Hogwarcie?" Mówił szybko Harry.
"Jestem centaurem czystej krwi o imieniu Risko van Derull. Ty jesteś Harry Potter" Odpowiedział centaur zbliżając twarz do twarzy chłopaka leżącego wciąż na ziemi. Centaur powiedział, że Syriusz czeka na niego w "Stadzie". Tak nazywała się osada zamieszkana przez centaury. Harry wsiadł na Risko i razem ruszyli szybko do Syriusza. Na miejscu wszystko się wyjaśniło. Dookoła wszędzie były centaury. Nie zdolne do walki czy chociażby biegania, wygłodniałe, słabe i pokaleczone.
"Syriusz! Co im się stało?!" Szybko schodząc z Risko podbiegł Harry do Syriusza.
"Właśnie dlatego cię tu przysłałem." Odpowiedział ze spokojem Syriusz.
W trakcie opowiadania Ron zbliżył się bardzo do Harrego.
"Ej, odsuń się trochę." Powiedział nieco skrępowany Harry.
"O, przepraszam. To tak no wiesz. Z ciekawości co było dalej." Odrzekł Ron po czym się lekko odchylił.
"No więc tak. Syriusz w tedy opowiedział mi co się stało na Wzgórzu Centaura." Próbował opowiadać dalej Harry, lecz Hermiona wtrąciła mu się w słowa:
"Wzgórze Centaura? Czytałam coś o tym. To miejsce od wieków jest zamieszkiwane i pilnie strzeżone przez centaury. Nikt nie wie czego strzegą ani po co."
"To miejsce było zamieszkiwane przez centaury. Syriusz powiedział mi, że je stamtąd przepędzono siłą, ale nikt nie wspominał o żadnej istotnej dla nich rzeczy."
"Hmmm to dziwne. Ale zaraz. No jasne! Przecież centaury są z charakteru bardzo honorowymi stworzeniami. Każdy centaur musi złożyć przysięgę milczenia gdy udaje się na Wzgórze Centaura." Przypomniała sobie Hermiona.
Pociąg stanął na stacji w Hogwarcie. Nad zamkiem świeciło duże słońce, które promieniami przebijało okna Wielkiej Sali.
"Resztę omówimy w dormitorium." Powiedział Harry.
"Musimy się również udać do Hagrida. Jako gajowy powinien dużo wiedzieć o centaurach." Odrzekła Hermiona.
"No tak. Dobry pomysł." Podsumował Ron i wszyscy udali się w stronę szkoły.
Otwarcie bloga :)
Witam serdecznie czytelników nowo powstałego bloga o Harrym Potterze. Będę się starać publikować posty codziennie, a samą historię Harrego zatytułowaną przeze mnie "Harry Potter i Wzgórze Centaura" będę publikować co 2 może czasami co 3 dni. To już zależy od weny twórczej :). Zapraszam do przeczytania dzisiejszego wstępu do całej historii. Harry z przyjaciółmi mają w tej części po 17 lat, więc jeżeli chcesz przeczytać mój blog powinieneś być obyty w całej serii HP. Serdecznie zapraszam :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)