środa, 16 października 2013

Dzikie zwierzę

  W Wielkiej Sali jak zwykle tłumy pogubionych pierwszorocznych. Tuż po przydzieleniu ich do domów, Profesor Dumbledore głośno przedstawił nowych nauczycieli. Było ich dwóch: Profesor Cler Fancydeur* i Profesor Rodolphus Flict*. Cler była nauczycielką obrony przed czarną magią. Miała dłuższe miodowe włosy, tak samo piękne oczy i przerażający lecz uwodzący uśmiech. Miała nienaganną sylwetkę co podkreślała ciemno-turkusową marynarką pod którą nosiła przylegającą do ciała czarną, jak oczy śmierci, sukienkę. Drugi nauczyciel, Rodolphus, był raczej wesołym człowiekiem. Uczył umiejętności czytania w ludzkich umysłach. Był to nowy przedmiot więc miała go jak na razie tylko ostatnia klasa. Rodolphus miał prosty wyraz twarzy ze zmarszczkami po częstymi wybuchami śmiechu. Wyglądał na sześćdziesiąt lat. Jego szaty były skromne, bez zbędnych ozdobników. Po wszystkich ogłoszeniach, wszyscy zasiedli do uczty. W tym czasie Harry z przyjaciółmi zaczął główkować nad sprawą centaurów. O całej sprawie przypomniał im Ron:
-No. To jak robimy? Jutro dużo zajęć, nie wiem czy się wyrobimy z odwiedzinami u Hagrida.
-Ah, no przecież. Zupełnie mi to wypadło z głowy. Może zróbmy tak. Po zajęciach spotkamy się od razu u Hagrida. Już z nim rozmawiałem przed wejściem do szkoły. Oczywiście pomyślał, że znów coś kombinujemy. – objaśnił Harry.
-Hehehe. Mam nadzieje, że da nam cenne informacje. Przy okazji, jeszcze dzisiaj postaram się pójść do biblioteki, poszukać czegoś na temat tej tajemniczej rzeczy, której strzegą centaury. – odparła Hermiona.
Następnego poranka Harry zaspał na zajęcia. Na szczęście ucierpiał tylko jego płaszcz, który ciągną za sobą po ziemi, bo spiesząc się, nie był w stanie trafić  rękami w rękawy. Po wszystkich lekcjach udał się na zaplanowane spotkanie u Hagrida. Czekał już tam na niego Ron.
-O, jesteś Harry. A gdzie Hermiona? – Spytał z ciekawości Ron.
-Nie wiem, nie była ze mną. – Odrzekł nieco jeszcze zadyszany Harry.
Hagrid zapytał się o co chodzi i dlaczego zawracają im głowę, lecz odpowiedzieli, że bez Hermiony wolą nie zaczynać rozmowy. Nagle ktoś mocno i szybko zaczął pukać w drzwi do chaty.
-No już, już otwieram. – Podbiegł szybko Hagrid do drzwi i pewnie je otworzył na rozcież.
-Chłopaki! Chodźcie! Szybko! Był atak na ucznia! W zamku! Chodźcie szybko! – krzyknęła Hermiona gdy tylko zobaczyła Rona i Harrego siedzących u gajowego. Grupa na jednej nodze ruszyła w stronę zamku. Jak już znaleźli się obok miejsca zdarzenia, zamarli. Krukon leżał na ziemi. Prawdopodobnie martwy. Na miejscu była już Profesor McGonagall, pani Pomfrey i zaciekawieni przechodnie.
-Wszyscy odsunąć się! – głośno powiedziała McGonagall.
-Ale pani Profesor. Co się stało? – zapytała się Hermiona.
-Uczeń zaatakowany przez dzikie zwierze jak twierdzi pani Pomfrey. –powiedziała ze smutkiem w głosie.
Harry zauważył ślady kopyt prowadzące do zakazanego lasu.
-Hej. Spójrzcie. –powiedział szeptem, tak, żeby tylko przyjaciele go usłyszeli –Wiecie co to może oznaczać.
Ron z Hermioną z zamysłem i przerażeniem na twarzy przytaknęli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz