sobota, 19 października 2013

Dźwięczny flet

Trójka przyjaciół zamierzała dowiedzieć się w jaki sposób i kto lub co zaatakowało ucznia z domu Ravenclaw. Nazajutrz Harry z Ronem zbiegli na dół zamku. Tam czekała na nich Hermiona.
-Ruszajmy. – Powiedziała Hermiona po czym udali się w stronę zakazanego lasu.
Szli śladami kopyt, gdy nagle Herrego uderzyło coś w głowę. Rozejrzał się. Nic nie zauważył. Tylko te mroczne, wysokie drzewa.
-H...Hej może chodźmy już? Tu nic nie ma.- Stwierdził wystraszony Ron.
Jednak nikt nie zwrócił na niego uwagi i szli dalej. Hermiona tylko zarzuciła oczami. Staneli. Zobaczyli, że ślady się urywają.
-Przecież to nie ma sensu. Myślałem, że to centaur, ale jak to możliwe, by nagle jego ślady zniknęły.-Gdy Harry to powiedział Hermiona z pośpiechem zaczęła grzebać w swojej torebce.
-Gdyby to był centaur, te ślady nie miałyby sensu. Spójrzcie.- Wyciągnęła dziwnie wyglądający flet.
-Po co ci ten flet?- Spytał Ron.
-To nie jest taki zwykły flet, Ron. Nie jestem pewna jakie zwierzęta on przyzywa, ale Hagrid mówił, że przyda się w razie niebezpieczeństwa lub gdy się zgubimy.- Wyjaśniła wszystko Hermiona po czym zaczęła grać na flecie. Dźwięk był czysty i niezwykle piękny. Cała trójka zatraciła się w jego brzmieniu, jakby zapomnieli, że są w najbardziej przerażającym miejscu Hogwartu. Nagle dźwięk ucichł. Spojrzeli w górę, a tam zaczęły spadać białe pióra. Niespodziewanie z nieba zaczął szybować na nich jakiś dziwny, lecz piękny i ogromny ptak. Hermiona krzyknęła gdy przeleciał nad jej głową. Wylądował. Wszyscy patrzyli na pięknego, białego konia ze skrzydłami. Tą ciszę przerwała Hermiona:
-To przecież pegaz.- Oznajmiła. I miała rację. To był biały i rzadko spotykany pegaz.
-Jak to. To one istnieją?- Zapytał się Harry.
-Tak. To znaczy sama myślałam, że to legendy, ale najwidoczniej to prawda.- Odpowiedziałą Hermiona.
-Teraz to ma sens. Te urwane ślady. To był pegaz, ale dlaczego zaatakował jednego z uczniów?- Odrzekł Harry. Po chwili namysłu Hermiona mu odpowiedziała:
-On go nie zaatakował. On przegonił tą bestie, czy cokolwiek to było.
Nikt nie wiedział co robić. Wcześniej byli na tropie, ale teraz wszystko zaczęło się komplikować z ich stwierdzeniami.  Podeszli do konia. Gdy nagle przed nimi przeleciał niebieski promień. Z lasu wyłoniła się postać w kapturze. Różdżkę miała skierowaną w stronę trójki przyjaciół. Postać odetchnęła z ulgą gdy zobaczyła, że to uczniowie. Zdjęła kaptur. Okazało się, że jest to ich nowa nauczycielka obrony przed czarną magią.
-Co wy tu robicie?!- Krzyknęła nauczycielka.
-My? Próbuje rozgryźć kto zaatakował ucznia…, ale zaraz. Co pani tutaj robi?- Odrzekła Hermiona.
-Ja? No, wiecie zbieram informacje na temat tych przerażających stworzeń krążących po lesie. Na zajęcia oczywiście.- Powiedziała nieco nieśmiało profesor Fancydeur. –Usłyszałam dźwięk fletu, wiec szybko przybiegłam w tą stronę. Dziewczyno nie wiesz jakie zgrozy mógł przywołać tutaj ten flet.
-Ale to na pewno nie mogło być nic groźnego. Dostałam go od Hagrida.- Zdecydowanie odrzekła Hermiona. Nauczycielka tylko pokręciła głową i wyrwała instrument z rąk uczennicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz