-Ruszajmy. – Powiedziała Hermiona po czym udali się w stronę
zakazanego lasu.
Szli śladami kopyt, gdy nagle Herrego uderzyło coś w głowę.
Rozejrzał się. Nic nie zauważył. Tylko te mroczne, wysokie drzewa.
-H...Hej może chodźmy już? Tu nic nie ma.- Stwierdził
wystraszony Ron.
Jednak nikt nie zwrócił na niego uwagi i szli dalej.
Hermiona tylko zarzuciła oczami. Staneli. Zobaczyli, że ślady się urywają.
-Przecież to nie ma sensu. Myślałem, że to centaur, ale jak
to możliwe, by nagle jego ślady zniknęły.-Gdy Harry to powiedział Hermiona z
pośpiechem zaczęła grzebać w swojej torebce.
-Gdyby to był centaur, te ślady nie miałyby sensu.
Spójrzcie.- Wyciągnęła dziwnie wyglądający flet.
-Po co ci ten flet?- Spytał Ron.
-To nie jest taki zwykły flet, Ron. Nie jestem pewna jakie
zwierzęta on przyzywa, ale Hagrid mówił, że przyda się w razie niebezpieczeństwa
lub gdy się zgubimy.- Wyjaśniła wszystko Hermiona po czym zaczęła grać na
flecie. Dźwięk był czysty i niezwykle piękny. Cała trójka zatraciła się w jego
brzmieniu, jakby zapomnieli, że są w najbardziej przerażającym miejscu
Hogwartu. Nagle dźwięk ucichł. Spojrzeli w górę, a tam zaczęły spadać białe
pióra. Niespodziewanie z nieba zaczął szybować na nich jakiś dziwny, lecz
piękny i ogromny ptak. Hermiona krzyknęła gdy przeleciał nad jej głową.
Wylądował. Wszyscy patrzyli na pięknego, białego konia ze skrzydłami. Tą ciszę
przerwała Hermiona:
-To przecież pegaz.- Oznajmiła. I miała rację. To był biały
i rzadko spotykany pegaz.
-Jak to. To one istnieją?- Zapytał się Harry.
-Tak. To znaczy sama myślałam, że to legendy, ale
najwidoczniej to prawda.- Odpowiedziałą Hermiona.
-Teraz to ma sens. Te urwane ślady. To był pegaz, ale
dlaczego zaatakował jednego z uczniów?- Odrzekł Harry. Po chwili namysłu
Hermiona mu odpowiedziała:
-On go nie zaatakował. On przegonił tą bestie, czy cokolwiek
to było.
Nikt nie wiedział co robić. Wcześniej byli na tropie, ale
teraz wszystko zaczęło się komplikować z ich stwierdzeniami. Podeszli do konia. Gdy nagle przed nimi
przeleciał niebieski promień. Z lasu wyłoniła się postać w kapturze. Różdżkę
miała skierowaną w stronę trójki przyjaciół. Postać odetchnęła z ulgą gdy
zobaczyła, że to uczniowie. Zdjęła kaptur. Okazało się, że jest to ich nowa
nauczycielka obrony przed czarną magią.
-Co wy tu robicie?!- Krzyknęła nauczycielka.
-My? Próbuje rozgryźć kto zaatakował ucznia…, ale zaraz. Co
pani tutaj robi?- Odrzekła Hermiona.
-Ja? No, wiecie zbieram informacje na temat tych
przerażających stworzeń krążących po lesie. Na zajęcia oczywiście.- Powiedziała
nieco nieśmiało profesor Fancydeur. –Usłyszałam dźwięk fletu, wiec szybko
przybiegłam w tą stronę. Dziewczyno nie wiesz jakie zgrozy mógł przywołać tutaj
ten flet.
-Ale to na pewno nie mogło być nic groźnego. Dostałam go od
Hagrida.- Zdecydowanie odrzekła Hermiona. Nauczycielka tylko pokręciła głową i
wyrwała instrument z rąk uczennicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz